Nie mam szczęścia do przejść granicznych. Wczoraj z trudem dotarłem do Abukamal (podobno tam tez zabijają ludzi i tez odradzano wycieczkę tam), ale żołnierze stojący na warcie u wejścia do miasta nie chcieli mnie wpuścić mówiąc, ze granica zamknięta (szkoda ze żadna z rozlicznych kontroli, która odbyłem po drodze mnie o tym nie poinformowała). Byłem dla tych żołnierzy na tyle atrakcyjny, ze robili sobie ze mną zdjęcia. Po czym wsadzili w busik z powrotem do Deir Zour -byłem zmęczony i trochę przygnębiony, ze nawet nie przyszło mi do glowy protestować. W Deir Zour wykąpałem sie w Eufracie, po czym znów wpadłem na kontrole wojskowa -dość bezmyślnie, stracona godzina i znów wsadzili w autobus. Dziś wreszcie normalnie stopem udało sie dotrzeć do Al Yerubijeh -kolejnego przejścia granicznego z Irakiem, ale tu sie okazało, ze tylko arabowie mogą dostać wizę na granicy(arabowie mi radzili tam jechać), a ja musze jednak mieć ja z ambasady. Dwa dni stracone na próbach dostania sie do Iraku. Jadę do Turcji, na najbliższym przejściu granicznym jestem jednak za późno (18.30) i musze tu spędzić kolejna noc. Chociaż tyle, ze byłem na modlitwie muzułmańskiej w meczecie -po raz pierwszy w życiu. Cos mnie ta Syria nie chce wypuścić, chociaż trochę jestem zmęczony kontrolami wojskowymi i "otwartością" ludzi, chciałbym być juz dalej.
Witaj Filipie,
ReplyDeletedziś dowiedziałem się o twoim blogu. Super sprawa, ja zatrzymałem się na książkach Cejrowskiego, jednak mam nadzieję że coś mnie wypchnie w świat. Pozdrawiam i zachęcam do bardziej rozbudowanych opisów. Tomasz ( z byłej 215 !! )
Dzieki, na rozbudowane opisy nie ma co liczyc, bo slabo z netem, poza tym nikt nie bedzie chcial mnie sluchac po powrocie ;)
ReplyDeleteSwiat... nie trzeba daleko jechac zeby cos przezyc, zresza podroz to tylko epizod, satysfakcja z siebie i szczescie jest owocem wytrwalosci przede wszystkim