Wczoraj w nocy dotarlem do "Cape Comorin" najbardziej na poludnie wysuniety kraniec Indii, nie bylo gdzie spac, wszedzie pelno hoteli, ale znalazlem jakis taras na nocleg. Wschod slonca, krotkie zwiedzanie i powrot do Kerali -Varkala, wreszcie znow sie wykapalem. Jest dosc goraco choc nie ma porownania z zeszlorocznymi upalami z doliny Jordanu.
Pare dni temu rozpadly mi sie sandaly, pozwolilo mi to na lepszy kontakt z indyjska ziemia, byl to jednak bolesny kontakt (goracy asfalt), takze z pewnym zalem kupilem jednak "klapki".
Podobno większość chodzi w tych klapeczkach :D no to w czarnych włosach jesteś już pewnie "tutejszy" ;)
ReplyDeleteChyba mam zbyt jasna cere, poza tym plecak... ;)
ReplyDelete